Okładka - Jest taka sprawa... - Sprawy i zlewy - Tu byłem... - Podgląd - Podsłuch - Wizja lokalna
Zasady współpracy - Archiwum - Sprawcy

 



HAROLD CRICK I JEGO ZEGAREK

Lucjan Bilski



 


Przyjrzyj się własnemu życiu. Jesteś z niego zadowolony? Wszystko układa się tak jak byś tego chciał? A może warto coś zmienić? Zacząć żyć naprawdę. Zanim ktoś postawi kropkę w ostatnim zdaniu historii o tobie samym.

Harold jest zwykłym człowiekiem. Do tego stopnia zwykłym, że aż nudnym. Przewidywalność jego zachowań przywodzi na myśl robota. Harold chodzi jak nakręcony zegarek. Porównanie tym trafniejsze, że bohater niemal nieustannie liczy - ruchy ręki podczas czyszczenia zębów, stopnie pokonywanych schodów, nie wspominając o zawodowej czynności Harolda, czyli obliczaniu podatku. Harold Crick jest bowiem urzędnikiem skarbowym. Liczenie jest zarówno jego pracą, jak i codziennym nawykiem. Można by rzec, nerwicą natręctw. Przypadłość tyleż częsta, co niegroźna. Bywa jednak dość, hm, upierdliwa. Wiem, bo też ją mam. Ścieram ze stołu i biurka każdy pyłek, jaki dostrzegę...
Harold Crick działa więc jak zegarek. Zauważcie, że napisałem - "działa", nie "żyje". Bo co to za życie? Wiecznie w papierkach, do tego samotny i na ogół nie zaznający ludzkiej sympatii. Kto lubi kontrolera z urzędu skarbowego? Niespodziewanie okazuje się, że więcej życia jest w... zegarku Harolda. Prawdziwym, tym na rękę. Otóż pewnego dnia zegarek postanawia pomóc swojemu właścicielowi i wmieszać się w jego egzystencję. Szalony pomysł, prawda? Z gatunku tych, które można znaleźć jedynie w książkach. Bingo! Właściwy trop. Harold Crick pewnego dnia odkrywa, że jest... bohaterem powieści. Do tego powieści, która aktualnie jest pisana. Ni mniej ni więcej, tylko zaczyna słyszeć głos narratorki, opisującej każdy jego krok. Kiedy zaś Harold niespodziewanie usłyszy, że czeka go nagła śmierć, rozpocznie poszukiwania autorki tej książki.
Gdybym musiał w jednym zdaniu odpowiedzieć na pytanie, o czym jest "Przypadek Harolda Cricka" w reżyserii Marca Fostera, miałbym problem. Bez wątpienia film mówi o wartości ludzkiego życia, przeciwstawionej wartości dzieła literackiego. Pisarz ma prawo uśmiercić bohatera swojej książki, ale czy nie jest to okrucieństwem demiurga? Człowiek stworzony na kartach powieści nie obroni się przed swym losem, bo jego życie spoczywa w rękach wszechmocnego Autora. Łatwo jest zadać śmierć na papierze w imię spójności fabuły. Ale to jednak śmierć. Naturalnie, to tylko akademickie rozważania. W prawdziwym świecie nie zdarzy się przecież, tak jak w "Przypadku Harolda Cricka", że fikcja literacka i rzeczywistość wymieszają się ze sobą, a bohater z kart powieści okaże się prawdziwym człowiekiem.
Film mówi także o braniu życia w swoje ręce i kształtowaniu go według własnych, czasem prawie zapomnianych marzeń. Kiedy Harold uświadamia sobie, że by uniknąć smutnego końca, musi zmienić swoje życie, zaczyna odczuwać potrzebę miłości. Zbudowana z liczb egzystencja nudnego urzędnika nabiera barw. Każda minuta staje się cenna i warta rozkoszowania się nią. Bohater odnajduje znaczenie swojego życia chwilę przed tym, jak miał je stracić. Jak mówi autor scenariusza Zach Helm: "Jest coś bardzo poetyckiego w rozumieniu swojego miejsca na ziemi i w odkrywaniu znaczenia swojego życia, ale sytuacja robi się bardzo dramatyczna, kiedy zaczyna się rozumieć te rzeczy dopiero kilka dni przed śmiercią".
Helm jest miłośnikiem różnych zagadek, łamigłówek i chyba również samej matematyki. Najlepszym przykładem jest swoisty hołd dla wielkich uczonych, których nazwiska wplótł w fabułę filmu: Pascal, Escher, Kronecker, Banneker. Nawet nazwisko głównego bohatera nie jest przypadkowe. Sir Francis Crick był angielskim biochemikiem i genetykiem, laureatem Nagrody Nobla. Co ciekawe, mimo że był on ateistą, negował możliwość samoistnego powstania życia.
Film Marca Fostera jest także o procesie pisania. To mozolna praca. Tworzenie świata nie zawsze udaje się w sześć dni. Zwłaszcza, że na koniec trzeba uśmiercić głównego bohatera. Jest to więc opowiadanie o procesie opowiadania. Ta historia pisze się dosłownie na naszych oczach.
Jak zwykle na koniec wspomnę o aktorstwie. Jest po prostu mistrzowskie! Poczynając od Willa Ferrella jako tytułowego Harolda Cricka, przez Emmę Thompson fantastycznie grającą znerwicowaną autorkę powieści Kay Eiffel, programowo zachwycającego Dustina Hoffmanna jako guru literaturoznawstwa dr Julesa Hilberta, po ciepłą kreację Maggie Gyllenhaal jako świeżo odkrytej miłości Harolda - odtwórcy głównych ról grają koncertowo, mając w epizodach wsparcie w postaci choćby Toma Hulce'a, czy Lindy Hunt. Historia ma dzięki nim rumieńce i autentycznie wciąga.
Pozostaje jeszcze wspomnieć o bohaterze niewymienionym ani w czołówce, ani na końcowej liście płac. Jest nim zegarek Cricka. W powieści o Haroldzie jest on w pewnym sensie siłą sprawczą następujących zdarzeń. Nie dość, że kieruje życie Harolda na określony tor, to ostatecznie ratuje mu życie. Zdradziłem zbyt wiele? Nie sądzę. Każdy chyba wie, że takie historie zawsze kończą się dobrze.

 

Góra
 
Okładka



www.sprawa.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone